Jadłem w...

Mniej niż pięć smaków

Vannam

Artykuł ukazał się 23 kwietnia 1997


Wietnamskie restauracje "Vannam" mnieliśmy dotychczas w dwie: przy ul. Szlak i (jak mi się zdaje) w Bochni. Teraz jest jeszcze przy św. Jana obok "Fenia". Miejsce reprezentacyjne, knajpa nie. Bo choć urządzona najbardziej starannie z imienniczek, to jedzenie kiepskie. Wietnamskie, ale tak, jakby coś wietnamskiego zrobiono na licencji w Rumunii (przed Constantinescu - oczywiście).

W "Vannamie" ze Szlaku bywałem parokrotnie (czemu dałem publicznie wyraz). Nie jest to szał, na kolację z emablowaną właśnie niewiastą się nie nadaje, ale na szybki obiad z kolegą - tak. Bo dość tanio i przeciętnie smacznie (lub czasem umiarkowanie nie). Brat (siostra?) ze św. Jana zdał mi się miejscem dla podniebienia gorszym. A zacząłęm gęstą, jak uwłosienie egzystencjalistów zupą z krewetek, i równie - jak poglądy Sartre'a - jałową (4,50 zł). Skórka kaczki po pekińsku (20 zł) nie chrupiała całkowicie, a mięso było twardawe, gumowe i bezpłciowe niczym skopiec po zabiegu. Cięlęcina pięciu smaków (14 zł) jako mięso miękka, jako pięć smaków nie bardzo, najwyżej półtora do dwóch - i raczej smaczków. Kupując w sklepie przyprawę "pięć smaków" produkcji niemieckiej i samemu smażąc w patelni od Cyganów z jarmarku w Nowym Targu, osiągam w kategorii tego prostego, wiejskiego dania z Chin lepsze efekty.

Golonka "Vannam" (13 zł) - w brunatnym sosie, zupełnie bez wyrazu i za tłusta. Nawet najbardziej wyrafinowane tortury ludzi Ho-Chi-Minha nie pozwoliłyby mi przypomnieć sobie dokładnego smaku tej potrawy. A gdyby i nalegali, by powiedzieć coś o sosie, który umieszczono w środku urządzenia z daniami, mimo perswazji musiałbym poprzestać na stwierdzeniu, że smakował niczym. Żabie udka w cieście (20 zł) i owszem, smakowały, ale głównie tłuszczem ze smażenia, którym ciasto przeszło.

Nie jest mi teraz dobrze. Nie miałbym właściwie żadnych pretensji, ale pod warunkiem, że zjadłbym to w budce na dworcu i za połowę ceny.

Robert MAKŁOWICZ


Recenzje | Strona główna