Człowiek może zgłodnieć wszędzie, a nam akurat przytrafiło się to tuż po zjeździe z zakopianki w stronę Mszany. Bez najmniejszego wahania zatrzymaliśmy więc samochody na obszernym parkingu pod restauracją "Wczasowa" w Kasince Małej. Budynek to klasyczny dla epoki E. Gierka - prostokątny pawilon o płaskim dachu, z pięterkiem i tarasem - dziesiątki tysięcy podobnych do dziś szpecą krajobraz w całym kraju. Z ich wnętrz często wypłoszono już ducha minionych czasów, ale ten nie zawsze wypłoszyć się dał.
W restauracji "Wczasowej" obowiązuje klasyczny, zapamiętany z dzieciństwa i lat młodzieńczych podział: pierwsza sala z szynkwasem, skromniej urządzona, wykorzystywana przez miejscowych, sala druga, mniejsza, zdobiona (często korzenioplastyką lub fototapetą) dla letników i przyjezdnych. Zasiadanie w pierwszej, zwłaszcza w niedzielę po sumie, kiedy to włościanie masowo spożywali w lokalach destylaty, mogło się skończyć groźnie dla nieznajomych. Pamiętam, jak w Lancokoronie salwować musieliśmy się ucieczką, wkraczając do lokalu w szortach i podkoszulkach, co zdecydowanie wyróżniało nas z tłumu mężczyzn, odzianych w śliwkowe dwurzędowe garnitury. Początek zawsze był taki sam - na widok wchodzących cichł charakterystyczny gwar, podobny brzęczeniu tysięcy szerszeni, a potem padały pod adresem przybyłych różne atrakcyjne propozycje, że tylko zmykać. Innym razem w Lipnicy gwar też już ucichł, a mój kolega, wiedząc co to znaczy, z nerwów zaczął womitować. To nas uratowało, bo wzbudziło ogromny entuzjazm włościan, rozległy się nawet brawa i musieliśmy potem pić ze wszystkimi dla umocnienia braterstwa.
Sala z szynkwasem we "Wczasowej" też jest większa, a w mniejszej są obrusy na stołach, ogromna fototapeta z ośnieżonymi szczytami i aż dwa piękne okazy korzenioplastyki - górale z fajkami w odzieży z kory. Okładkę karty jak i jej wnętrze wydrukowano jeszcze w czasach istnienia Układu Warszawskiego. Na czerwonej okładce złotymi literami podano, że lokal prowadzi Gminna Spółdzielnia "Samopomoc Chłopska" w Mszanie Dolnej, że zakład jest kat. II, a na dole dużymi literami wytłoczono dumne słowo "Carte". Wewnątrz carte też jest parę wzruszających pozycji, np. "odpowiedzialny za napar kawy" (już ręcznie dopisane nazwisko). Odpowiedzialność za napar polega na zalaniu proszku tzw. capuccino wrzątkiem, lub zalaniu wrzątkiem w szklance kawy zmielonej.
Podziwialiśmy wszystko dobrych parę chwil, skupiając się również na pierogach z mięsem, wymienionych w rozdziale "Dania Jarskie", po czym zamówiliśmy jedzenie, przeważnie kotlety schabowe z ziemniakami i kapustą (7 zł). Nie były dobre - bułka, wrzucona na zbyt chłodny smalec nasiąkła nim, jak welurki deszczem. Kapusta w porządku, ziemniaki z tłuszczem, to klasyka, ale gdzież, jak nie w gieesie powinni robić porządne schabowe. Przy pieczeni wieprzowej z ziemniakami i surówką z czerwonej kapusty (7 zł) nikt już nie marudził, bo mięso uczciwie wchodziło między zęby, dzieląc się na włókna, a pieczeń, jak oczekiwaliśmy, sporządzono jedynie z użyciem soli. Mimo schabowych doświadczeń nie zareagowaliśmy zatem na inskrypcję, umieszczoną na końcu carte: "W przypadku podania potrawy o złej jakości lub podania jej w nieestetyczny sposób, konsument ma prawo zakwestionować ją i żądać innej". Zażądaliśmy jedynie rachunku i pojechaliśmy dalej.
Robert MAKŁOWICZ