Jadłem w...

Chimera

Artykuł ukazał się 29 marca 1996


Wiadomość doprawdy astronautyczna - na krakowskim firnamencie kulinarnym wzeszła i coraz silniej świeci nowa gwiazda, której na imię "Chimera". W jej świetle młode dziczki, maleńkie, nieletnie prosiaczki i kaczki z jabłkami nabierają niezwykłego blasku.

Prawie wszyscy w Krakowie znają bar sałatkowy "Chimera", działający przy ul. św. Anny. Ładnych kilka miesięcy temu na parterze tej samej kamienicy otwarto restaurację o identycznej nazwie. Obserwuję jej działalność bacznie i przyznać muszę, że jeść dają coraz lepiej. Ostatnio wręcz świetnie.

Wnętrze - eleganckie i z tym domowym ciepełkiem, które odciska osobowość właściciela - przywodzi na myśl porządne francuskie knajpy, do których od lat przychodzą ci sami klienci, dzielący upodobania patrona. Stare meble, kominek, obrazy (na których zupełnie nie ma Sukiennic, kwiaciarek, Lajkonika ani kościółka św. Wojciecha), herb Galicji, lniane serwety spięte drewnianymi obrączkami, kelnerzy w kurtach - to wszystko musi zwiększać łaknienie każdego, kto nie używa bielizny z bistoru i nie śledzi notowań listy przebojów disco-polo.

Karta arcypolska plus Wienerschnitzel. Z działu zakąskowego mój zachwyt wzbudziły mini galaretki z karpia (2 zł). Rybie mięso otacza galaretka tak esencjonalna, że w niejednej knajpie tą mikroporcją - rozpuszczając ją w wodzie i dodając żelatyny - opędziliby całkiem sporą rybę. Mini śledziki (2 zł) są również godne pożądania. Przy zakąskach konieczne trzeba wspomnieć o jednym z najmocniejszych punktów "Chimery" - domowych nalewkach. Podawane pod szyldem koktaili (by być w zgodzie z kretyńskimi przepisami, szykanującymi alkohole, których nie zrobiła fabryka), wywierają ogromne wrażenie na największych specjalistach w tej dziedzinie. Porzeczkówka otrzymywana tylko z liści porzeczki czarnej, piołunówka, śliwówka ze śliwek suszonych wędzeniem - gama smaków najszlachetniejszych.

Przy zupach koniecznie zwrócić trzeba uwagę na barszcz z kulebiakiem (5 zł), a jeszcze bardziej na sam kulebiak, w niczym nie ustępujący domowemu. Oryginalna jest też słodkawa i aksamitna zupa piwna (7 zł), podawana z pokrojonym w kostkę wędzonym oscypkiem. bulion z żółtkiem (3 zł) nie rzuca na kolana, lecz jest zupełnie przyzwoitym wywarem mięsno-warzywnym.

Za to przyklęknąć należy przed pieczenią z prosiaka w kminku (12 zł). Jak się dowiedziałem, pieką tu prosię najpierw w całości, a potem dopiekają indywidualne porcje. Dostałem niewyobrażalną górę kruchutkiego, mięciutkiego mięsa od szynki. To naprawdę porządna rzecz! Kuzyna prosiaka, dziczka, też podają jak należy. Solidnie zamarynowane mięso jest równie miękkie i smaczne, a porcja tak samo olbrzymia.

Lecz rzeczą która najbardziej mi w "Chimerze" smakowała, jest bez wątpienia ozór w winie (10 zł). Ozór się rozpływa przy najleniwszym ruchu języka, a sos, prawdziwy polski szary winny sos z rodzynkami, chciałoby się wylizywać z talerza. Kaczka z jabłkami (pół ptaka na talerzu, 20 zł) to również smakowity, soczysty kąsek.

Podczas mej ostatniej tam bytności zapowiadano wprowadzenie do menu jagnięciny. Jeśli na podobnym do reszty poziomie, to uciechy będzie co niemiara.

Robert MAKŁOWICZ


Recenzje | Strona główna